22 580 88 00 Pn-Pt : 10:00 - 20:00 ul. Mrówcza 85/2 lok. 1 Warszawa
22 580 88 00 Pn-Pt : 10:00 - 20:00 ul. Mrówcza 85/2 lok. 1 Warszawa

Dobry rodzic troszczy się o… siebie!

Przeczytasz ten artykuł w: 3 minut(y)

Wiele lat temu podczas spotkania dla mam z małymi dziećmi, na którym byłam ze swoimi maluchami, jedna z koleżanek zadała wszystkim ciekawe pytanie…Czy jeżeli został ci najlepszy kawałek do zjedzenia to automatycznie oddasz go dziecku czy zdarza ci się zjeść samej? Nie trzeba było długo czekać na reakcję zgromadzonych w kręgu kobiet. Powstało poruszenie i obecne mamy orzekły niemal jednogłośnie: oczywiście, że nie jem sama, tylko daję dziecku. Tak stwierdziła zdecydowana większość. Większość podkreślam. Nie wszystkie. Po tym co spontanicznie odpowiedziałam ja sama, dość dziwnie się poczułam… Nie tylko dlatego, że moja wypowiedź nie wpisywała się w ogólnie panujący aplauz, ale choćby przez świadomość jakim wzrokiem wlepiają się we mnie oczy moich towarzyszek. Jakby mogły to by mnie chyba nie tylko zjadły, ale pogryzły, albo nawet i rozszarpały. Na zadane pytanie powiedziałam, że… zjadam sama!, szczególnie jeśli to coś co bardzo lubię. Na nic się zdało tłumaczenie, że nie zawsze, że przecież mam na uwadze potrzeby mojego bąbelka, że bywa i tak, iż oddaję ostatni najlepszy kęs dziecku…

blank

No to jak to jest? Dziecko nie zawsze najważniejsze? Już spieszę z wyjaśnieniami, choć trochę najpierw poszybuję nad tym zagadnieniem. Kocham samoloty pasażerskie, można o tym przeczytać w moim biogramie. Byłam bardzo dumna, gdy około dwadzieścia lat temu wymyśliłam samolotową psychometaforę odnośnie tego, czy to w porządku, gdy rodzic w pierwszej kolejności troszczy się o siebie, a nie o dziecko. Radość z własnej kreatywności nie trwała jednak zbyt długo. O masce tlenowej czytałam czy słyszałam na przestrzeni lat potem wieeele razy. Niemniej przytoczę.

W każdym samolocie pasażerskim, na całym świecie, miłe panie stewardessy, albo coraz częściej dziś mili panowie stewardzi, zanim maszyna wzbije się w powietrze szkolą pasażerów z tematyki zasad panujących w samolocie, szczególnie tych dotyczących bezpieczeństwa. Mówią o drogach ewakuacyjnych, sposobie zapinania pasów, kamizelkach ratunkowych, paru innych rzeczach. Ale co ważne mówią o maskach tlenowych. Jeśli zdarzy się sytuacja awaryjna, jakieś rozszczelnienie kabiny, maski tlenowe wyskoczą samoistnie znad głów pasażerów. I tu docieramy do niezmiernie ważnej zasady. Jeśli dorosły podróżuje z dzieckiem zobowiązany jest maskę tlenową założyć najpierw sobie, a dopiero potem dziecku. Dziś ten komunikat brzmi czasem w odmiennej formie, bez mowy o dzieciach: jeśli jest obok ciebie osoba, która może potrzebować pomocy, załóż maskę tlenową najpierw sobie, a potem tejże osobie. Ale wróćmy do dzieci. Ktoś bardzo troskliwy, kogo oczy są zwrócone na dobro maluczkich, często bezbronnych i mało samodzielnych, mógłby się oburzyć, że to nie jest w porządku, aby samodzielny i sprawczy dorosły myślał przede wszystkim o sobie. A jednak. Jeśli dorosły zacznie majstrować przy buzi dziecka, może nie zdążyć założyć maski tlenowej ani dziecku, ani sobie… Jeśli jednak najpierw zadba o siebie, może mieć wówczas przestrzeń, sposobność i możliwości na zajmowanie się dzieckiem. Wczytaj się w to poprzednie zdanie. I uwierz mi zasada samolotowa obowiązuje nie tylko w samolocie! Jeśli ty jako rodzic będziesz dbać o siebie, będziesz mieć większe możliwości by dbać o swoje dziecko. Nie przekonujecie cię to? Czytaj dalej.

blank

Tym razem porównam życie do wędrówki. Jeśli zatroszczysz się o to by zawsze mieć w swoim podróżnym bukłaku wodę, to gdy spotkasz zbłąkanego, zmęczonego wędrowca, który jest bardzo spragniony będziesz w stanie go uratować. Nawet jak będziesz mieć mało, to to mało zawsze można podzielić. Choćby dać jeden ożywczy łyk. Albo napić się odrobinę samemu i kogoś obdarzyć życiodajną wodą. Jeśli w twoim bidonie będzie pusto i nie zadbasz o to, by twoje zapasy nie wyschły, nie tylko narazisz siebie na niebezpieczeństwo, ale i nikomu nie pomożesz. Niech twoje źródełko będzie zawsze dostępne. Jeśli ty jako rodzic będziesz dbać o siebie, będziesz mieć większe możliwości by dbać o swoje dziecko. Czy teraz to trochę bardziej do ciebie przemawia? Jeśli nie, to do trzech razy sztuka.

Znasz uniwersalne zasady pierwszej pomocy, zasady pracy ratowników? Zanim zaczniesz pomagać innym, upewnij się, że jesteś bezpieczny i nic ci nie grozi. Jak to niektórzy mawiają najlepszy ratownik (czy to medyczny, czy na plaży, czy każdy inny specjalista) to żywy ratownik. Żywy czyli sprawny, by pomagać. Podobnie z rodzicem. Ten może skutecznie wspierać swoje dziecko we wzrastaniu, w rozwoju, czy po prostu w codzienności, jeśli sam jest w dobrej kondycji.

Pozostaje pytanie co jest tą dobrą kondycją? Na to pytanie, jeśli je sobie postawisz,  możesz odpowiedzieć już tylko ty! Bo tylko ty wiesz co cię uszczęśliwia, a nie uwstecznia, co powoduje, że kwitniesz, a nie usychasz, co sprawia, że się rozwijasz, a nie marniejesz, co sprzyja temu, że się uśmiechasz, a nie ocierasz łzy. A jeśli tego nie wiesz to przyjdź do Całego Plemienia, wspólnie spróbujemy się dowiedzieć.

blank

Podobne artykuły

Dodaj komentarz

GDPR